czyli moje wycieczki i ulubione miejsca okraszone zdjęciami.

Maj

2

Dolina Małej Łąki, Kondracką Przełęcz, Dolina Kondratowa – 2011.05.02

Autor: Marian Maroszek

Plan był prosty – wstać wcześnie, dojść tam, gdzie założono i wrócić przed natłokiem turystów. Gdyby nie kilka śmiesznych w sumie wpadek z naszej strony może i by się udało, ale się nie udało. Spacer zaczynamy nieco później, na Wielkiej Polanie jesteśmy dużo później niż być mieliśmy. Pogoda jeszcze dopisuje, ale prognozy mówią, że długo to nie potrwa.


Wielka Polana

Na Wielkiej Polanie Małołąckiej.

Nie zwlekamy zbytnio, przemierzamy tę wspaniałą, górską łąkę i z wolna wchodzimy w świat ogromnych turni. Muszę powiedzieć, że bardzo mi się ten szlak podoba. Co prawda miejscami jest nieco niewygodny (glina, śliskie skały), ale otoczenie jest absolutnie fantastyczne. Mijamy Wielką i Małą Turnię, z wolna zarysowuje się Siodłowa Turnia – jedna z najbardziej przeze mnie lubianych formacji.

Turnie
Siodłowa Turnia
Siodłowa Turnia

Na Wielkiej Polanie Małołąckiej.

Tuż przed przełęczą odczuwa się znaczne ochłodzenie w porównaniu z dniem wczorajszym – kosodrzewina ma zmrożone gałązki. Ostatecznie docieramy na Kondracką Przełęcz (1725m). Turystów jeszcze stosunkowo niewielu, pewnie godzinę wcześniej było ich jeszcze mniej. Dzisiejsze durne opóźnienie przełożyło się na fakt, iż teraz jest już spore zachmurzenie.

Pytamy powracających z Giewontu o warunki tam panujące: generalnie jest wilgotno, do tego przymroziło i jest bardziej ślisko niż zwykle. Widoków już brak, to samo na Kopie Kondrackiej, więc rezygnujemy z obu wariantów. Pozostało więc zejście do Doliny Kondratowej. Co ciekawe czerwonym przez Przełęcz w Grzybowcu idzie sporo osób, choć szlak jest oficjalnie zamknięty jeszcze przez blisko miesiąc.

Coś wczoraj wspominałem o natłoku ludzi na Morskie Oko? Ilościowo może i było ich więcej, ale dopiero tu widać masę ciekawostek: ludzie kompletnie bez zaprawy dziwiący się, że to jeszcze tak daleko; buty na ultra cienkich podeszwach, które pewnie na Krupówkach sprawdzają się doskonale, ale na kamieniach niekoniecznie; ludzie z chmielowymi wspomagaczami w dłoni kierujący się na w krótkich rękawkach na Giewont, a temperatura to kilka stopni powyżej zera (odczuwalna pewnie niższa) itp. No jest na co popatrzeć. Zmierzamy na dół próbując się przebić przez to tsunami.

Turyści na szlaku

Przy schronisku na Polanie Kondratowej tłum, więc nie ma na co czekać i trzeba zmykać. A jeszcze kilka dni temu był taki spokój. I teraz największe zaskoczenie tego dnia: 200m od schroniska, 50m od szlaku spaceruje sobie… niedźwiedź brunatny… Już kiedyś w tej dolinie widziałem jednego, ale z daleka, no i na szlaku było z 5 osób, a nie 500… Miś niespiesznie grzebie sobie w ziemi niespecjalnie przejmując się tłumem „fotografującym” go za pomocą komórek. Miło by było, gdyby ludzie w takiej chwili zachowywali się nieco ciszej, ale tłum raczej nie zdaje sobie sprawy z faktu, że ten „pluszak” jest w swoim środowisku i w skrajnej sytuacji może być niebezpieczny…

Niedźwiedź brunatny

Nawigacja.

Kolejny dzień – Witów, Gubałówka

Wstęp

Skomentuj wpis