Archive
You are currently browsing the Marian Maroszek – turystycznie… blog archives for Sierpień, 2005.

Sie

29

Autor: Marian Maroszek

W ramach zwiedzania i opisywania szlaków okolic Koszalina (i nie tylko), dziś wybraliśmy się z kumplami na tenże szlak. Jego długość (w zależności od źródła) wynosi od 11,6 do 15 km. Podejrzewam, że prawda leży gdzieś po środku. Trasa zawdzięcza swoją nazwę znacznemu pofałdowaniu i sporym różnicom wysokości jakie należy pokonać, a to z kolei jest powodem jej popularności i atrakcyjności. Szlak praktycznie cały czas prowadzi terenami zalesionymi, przecinając dwukrotnie starą szosę Koszalin-Sianów. Po drodze warto zrobić popas przy strumieniu tuż za szosą, jego temperatura działa wybitnie orzeźwiająco. Ponieważ cała droga jest bardzo dobrze oznakowana, więc spokojnie można się wybrać bez mapy, po drodze zbierając grzyby, a nie tylko wypatrując kolejnego znaku na drzewie.

Czytaj dalej »

Sie

20

Autor: Marian Maroszek

Odcinek od Marzenina do Siedlec Łaskich.

Dzisiejsza wycieczka znów należała do morderczych. Upał, badziewnie oznakowany szlak, nadrobione kilometry, ale jak zwykle mi się podobało. Na początku należy sobie wyjaśnić jedną rzecz: młynów na tym odcinku, mimo, że więcej, niż na odcinku od Kolumny do Marzenina, to i tak jak na życzenie. Ale po kolei. Młyn w Marzeninie zostawiliśmy sobie na inny raz, więc jako pierwszy był młyn w Emilianowie. Powiedziałem młyn? Przepraszam, aktualnie jest jakiś fragment fundamentów, reszta została wykupiona i właściwie nic się zobaczyć nie da. Wogóle praktycznie wszystko wokoło zostało wykupione, wszędzie widać tabliczki „Własność prywatna”. A dojście… w żaden sposób nie oznaczone, mogę powiedzieć tylko tyle, że idąc z Lichawy należy zwrócić uwagę na białą kapliczkę na drzewie. Jeśli ją minąłeś, to musisz się cofnąć jakieś 300m i przejść wzdłuż kilku domków letniskowych oraz przez podwórze gospodarstwa. Pies jest zamknięty w kojcu 😉 . W Brzeskach jest elektrownia, stoi cały budynek. W Kozubach jest chyba najefektowniejszy z wszystkich czterech młyn, ładnie się prezentuje z mostu na Grabi. Młyn w Woli Wężykowej właściwie nie istnieje, dojście na czuja i „koniec języka za przewodnika”. Są tylko zarośnięte fundamenty. Niestety wszystko popada w ruinę… Teraz o samym szlaku. Niezłe oznaczenie jest tylko do Lichawy, dalej… bez komentarza. Kilometrowe (albo lepiej) odcinki bez znaków, znaki zamazane tak, że praktycznie niewidoczne, brak oznaczeń newralgicznych punktów, no lipa i tyle. Bez mapy nie polecam. W zduńskowolskim PTTK na ul. Dąbrowskiego można kupić poglądową mapę z zaznaczonymi szlakami, ale jej dokładność… Ale kompas/słońce plus mapa i jakoś się idzie. Już w Lichawie może być ciężko, należy bowiem skręcić w prawo albo zaraz za mostkiem, albo w dróżkę z kapliczką (tak lepiej). Warto w okolicach Emilianów czasem zboczyć ze szlaku w kierunku Grabi, można trafić urokliwy zakątek i wspomniane resztki młyna. Odcinek z miejscowości Brzeski do Kozubów to enigma. Znaków prawie nie ma, więc zasada prosta: cały czas prosto, a jak się nie da prosto, to najokazalszą drogą. A jak nie da się ani tak ani tak, to wzdłuż rzeki i na czuja 😉 . Z Kozubów do Siedlec szlak właściwie ignorowaliśmy (i tak go nie było) i szliśmy tak, aby zobaczyć ostatni młyn i dojść szybko do PKP Siedlce Łaskie. Nie obyło się bez przeprawy przez rzekę, ale że nie było żadnej kładki w pobliżu, to cóż, buty z nóg i wio. Ale chłodna woda przywróciła nogom nieco wigoru. Aha, od młyna w Kozubach polecam iść lewym brzegiem Grabi, to pozwala uniknąć przeprawy. Ogólnie szlak wart polecenia, bo jest urokliwy, ale raczej dla ludzi wytrwałych, posiadających mapę/orientację w terenie i koniecznie z poczuciem humoru. Poniżej kilka zdjęć.

Czytaj dalej »

Sie

18

Autor: Marian Maroszek

Jednodniowa wycieczka do skansenu w Karsznicach to świetny pomysł dla miłośników kolejarstwa i… fotografii 😉 . Karsznice to na dzień dzisiejszy osiedle Zduńskiej Woli leżące na południowy wschód od tejże. Powstało ono z wsi o nazwie Karsznice, która to istnieje do dziś i położona jest jeszcze dalej w kierunku wschodnim (tu podziękowania dla Pana Roberta Szymczyńskiego). Co do skansenu – największy problem na dobrą sprawę stanowi wejście na jego teren, gdyż często furtka (ta przy tablicy z godzinami otwarcia) jest zamknięta. Teoretycznie godziny wejść to 8-13 od wtorku do piątku, ale ja będąc w czwartek nie zastałem nikogo na warcie, więc udałem się dalej drogą wzdłuż torów i poprzez portiernię wpuszczono mnie legalnie. A było warto, gdyż Skansen jest całkiem nieźle „zaopatrzony”. Kolosy robią wielkie wrażenie i skłaniają niestety do refleksji, co się dzieje z tym krajem, że takie okazy idą w zapomnienie i popadają w ruinę. Gdy człowiek staje przy Ty246 czy Pt47-93, to czuje się naprawdę malutki. Trochę szkoda, że nikt nie jest tam obecny w planowych godzinach otwarcia, gdyż uniemożliwia to odwiedzenie Izby Regionalnej, czyli muzeum z przeróżnymi pamiątkami związanymi z tym zakładem. Szkoda również, że nie ma możliwości przejechania się żadnym z gigantów. Polecam. Poniżej kilka zdjęć.

Czytaj dalej »