Wyjazd – 2008.01.12-13
Noc makabryczna – halny wyrywał dachówki i szczeble balkonowych balustrad. Spało się od podmuchu do podmuchu, więc wstaliśmy zmęczeni. Cóż, górskie atrakcje. Spakowaliśmy się, nieco ogarnęliśmy pokój, pożegnaliśmy się z właścicielką i pojechaliśmy na dworzec. Tu szybka akcja i już siedzimy w autobusie do Krakowa. Nie znoszę opuszczać gór, zawsze czuję się tak, jakbym wyjeżdżał z domu…
Podróż upłynęła dość spokojnie, choć kierowca czasem miał dziwne podejście do innych uczestników ruchu i przepisów drogowych. Kraków opuszczaliśmy w dwóch turach: o 14 i 18. Żeby nieco uprzyjemnić oczekiwanie, zostawiliśmy bagaże w przechowalni i ruszyliśmy na podbój tego pięknego miasta. Starówka blisko, więc nieco się tam poszwendaliśmy. Niestety (na szczęście? ) zapomniałem aparatu, więc materiału zdjęciowego nie ma. Tak czy owak, nasza była stolica to jedno z moich ulubionych polskich miast. Ponoć ci, którzy mieszkają tu na stałe, mają sporo do zarzucenia ogólnemu charakterowi tego miejsca, jednak dla „jednodniowego turysty” lokacja ta jest wprost wymarzona.
Ostatecznie wróciliśmy na dworzec PKP, odebraliśmy bagaże i udaliśmy się na peron. Pociąg już na starcie miał 20 minut opóźnienia, bo czekał na jakiś inny, też opóźniony. Podróż: znów podobny scenariusz. Na początku ciepło, potem termostat nie dawał rady i trzeba mu było pomagać siłowo, jednak na zewnątrz temperatura wyższa, niż tydzień temu, więc i tak zimno nie było.
Nawigacja.
Skomentuj wpis