czyli moje wycieczki i ulubione miejsca okraszone zdjęciami.

Wrz

17

Wąwóz Homole, Wysoka – 2010.09.17

Autor: Marian Maroszek

Dziś jak na złość od rana leje… Nie wychylamy się więc czekając na choć minimalną poprawę aury. I rzeczywiście koło 14 nieco się wypogadza. Choć pora już nieco późna, udajemy się do Jaworek i zagłębiamy w tajemniczy Wąwóz Homole. Jest to bez wątpienia jedno z ciekawszych miejsc w tym rejonie Polski. Po deszczach kaskady przybierają na sile, a że pora popołudniowa, to i ludzi praktycznie nie spotykamy.


Wąwóz Homole
Kamienista ścieżka
Skalna ściana
Kaskady

Wąwóz Homole.

Brnąć powoli ku górze napotykamy na liczne stado owiec, które to skutecznie nas hamuje i tracimy sporo czasu na wędrówkę w tym powolnym towarzystwie, choć dziś akurat musimy się spieszyć. Na szczęście po kilkunastu minutach spaceru jagnięcina zbacza w inną drogę i znów możemy nieco przyśpieszyć. W okolicach Polany pod Wysoką nawet nieco się wypogadza i chmury zaczynają się podnosić. Szlak miejscami jest mocno rozmyty przez wodę, do tego na grani robi się bardzo mgliście. Po serii schodków i balustrad wchodzimy na szczyt – Wysoka (1050m). Tutaj praktycznie cali jesteśmy skąpani we mgle, cisza niesamowita, widać jednak, że para ma zamiar opaść, trzeba jej tylko nieco czasu, którego niestety nie mamy…

Owca
Polana pod Wysoką
Wysoka

Na Wysokiej (1050m).

Na szczęście przebywanie “w chmurach” również ma swój urok, więc nie narzekamy i po krótkim pobycie na wierzchołku granią kierujemy się na zachód. Mgła niżej i niżej, więc widoki coraz rozleglejsze, w okolicach Durbaszki (942m) robi się bardzo urokliwie, do tego słońce zbliża się do horyzontu i otoczenie przybiera bajeczne miejscami barwy.

Zamglone drzewa
Las we mgle
Pagórki we mgle

Mijamy Wysoki Wierch (898m), spotykamy kilka bardzo ciekawskich owczarków podhalańskich, które nie przepadają za aparatami fotograficznymi. Z grani zaś schodzimy w okolicach Cyrhli w kierunku północnym, ku Jarmucie (794m).

Pieniny wieczorem
Pieniny nocą

Zbliża się noc, uruchamiamy więc latarki i spokojnie – przez Przełęcz Klimontowską – zmierzamy ku Szczawnicy. Klimontowski Potok miejscami płynie drogą, więc jest dość mokro, ale przyjemnie i cicho. Bez problemów schodzimy do Szczawnicy. Muszę przyznać, że góry o zachodzie słońca i tuż po zmroku wyglądają absolutnie bajecznie…

Nawigacja.

Kolejny dzień – Czorsztyn, Trzy Korony

Wstęp

Skomentuj wpis