czyli moje wycieczki i ulubione miejsca okraszone zdjęciami.

Sie

11

Valletta – 2013.04.09

Autor: Marian Maroszek

Po wyjściu z samolotu czuć coś miłego: ciepło!!! Nie gorąco, tak w sam raz, 22 stopnie, lekki wiaterek, tu i ówdzie palmy, masa kwiatów. Miły kontrast po polskich chłodach, trochę śmiesznie wyglądaliśmy w tych kurtkach ale cóż… W autobusie kupujemy bilet na 7 dni (7 days saver), aktualnie jego koszt to 12E. Od razu mówię – warto go mieć, gdyż transport autobusowy po Malcie jest całkiem zgrabnie zorganizowany i po prostu wygodnie jest czasem wsiąść w autobus i przejechać jakiś fragment zamiast dreptać w dość intensywnie operującym słońcu.


Tak czy owak krętymi uliczkami docieramy do głównego terminala autobusowego u stóp starodawnej stolicy wyspy. Trzeba powiedzieć, że kierowcy mają dość specyficzne podejście do przepisów ruchu drogowego. Wstępnie mieliśmy plan aby wynająć auto, jednak kilka kolejnych dni upewniło nas, że transport publiczny był lepszym wyborem i to nie tylko z powodu jazdy Maltańczyków „po złej stronie jezdni”…

Ostatecznie wchodzimy w Triq Ir-Repubblika i niespiesznie kierujemy się do naszego miejsca zamieszkania. Pierwsze zaskoczenie: zdjęcia z Malty zawsze pokazują stare zabudowania stolicy, gdzieś tam po głowie kołatało się mi, iż to pewnie tylko najładniejsze, najbardziej efektowne kamienice są uwieczniane. Błąd, cała Valletta tak wygląda, jedna wielka „starówka”, w której mieszają ludzie, toczy się życie, pracują urzędnicy itp. Prezentuje się to świetnie, ogólnym charakterem przypominało mi to nieco Lizbonę.

Valletta
Uliczki Valletty
Malta
Stromy chodnik

Valletta i jej urokliwe uliczki.

Hostel standardowy jak na tę lokalizację: kamienica mająca 400 lat, w środku niemalże muzeum, ciągły remont, masa staroci itp. Przyjemny rozgardiasz, choć pierwsze wrażenie raczej średnie – hostel kojarzył mi się dotychczas z dość nowoczesnym i prostym wnętrzem przystosowanym do obsługi sporej ilości gości. Tu są może 4 pokoje, łóżka to nie zwykłe prycze, tylko często wielkie małżeńskie kolubryny z epoki, całkiem zresztą wygodne. Drugie zaskoczenie: czemu od razu po wejściu do „apartamentu” jest ubikacja wraz z prysznicem? Nie, nie oddzielona kompletnie niczym, wchodząc z klatki schodowej można natknąć się na kogoś siedzącego aktualnie na tronie. Ciekawe. Pomijam, że pokoje nie miały żadnych zamków. Jak powiedział gospodarz, ogólnie na Malcie panuje raczej zaufanie i nikt się tu czymś takim nie przejmuje. My przestaliśmy po 15 minutach i było nam z tym dobrze.

Ostatecznie ruszamy na podbój Valletty. Plan jest tu zbędny, trzeba po prostu zgubić się w uliczkach i tyle. Kamienice są urocze, specyficzne balkony tylko dodają uroku, w małych knajpkach ludzie piją wino i kawę, można trafić świetną zupę rybną itp.

Dobrze jest zejść poniżej murów i pospacerować skalistym wybrzeżem, poobserwować uciekające kraby, małe rybki, rybaków przy pracy czy rozleniwione koty.

Sliema
Valletta i morze

Po drugiej stronie zatoki Sliema.

Urokliwe, maltańskie uliczki
Maltańskie zaułki

Na obszarze stolicy znajduje się sporo kościołów, warto do nich wstąpić, bo różnią się nieco od tych polskich. Prawdziwą zaś perłą jest oczywiście St. John’s Co-Cathedral. Bez wątpienia warto tu zajrzeć, raz, że wystrój to kwintesencja baroku (osobiście nie przepadam, ale ten przepych robi wrażenie), a dwa, że wisi tu Ścięcie św. Jana Chrzciciela pędzla Caravaggia. Jest też muzeum z ogromnymi arrasami, dawnymi ubiorami itp.

St. John's Co-Cathedral

Barokowe wnętrze St. John’s Co-Cathedral.

Podcienia
Brama
Ulica na wzgórzach
Kopuła kościoła
Balkony na Malcie
La Valletta
Mury obronne Valletta
Lazur
Jachty

I tak niespiesznie kręciliśmy się tymi uliczkami do samego wieczora, spożyliśmy królika (mięso jak mięso, ale sos genialny, mieszanka przypraw zupełnie nieznana mojemu podniebieniu – pycha), zaś po zmroku zrobiliśmy mały wypad do jednego z Trzech Miast: L-Isla, czyli Senglea. Klimat zbliżony do Vallety, cisza spokój, nic się w zasadzie nie dzieje, ale widoki oświetlonej stolicy zapadające w pamięć.

Valletta w nocy

Po powrocie tylko łyk wina na naszym tarasie przystrojonym doniczkami z liśćmi laurowymi i tymiankiem i można spać. Ciekawostka: w samej Vallecie dokonać jakichś zakupów około spożywczych w godzinach wieczornych praktycznie się nie da. Niektóre sklepy otwarte są do 19, niektóre sporo krócej.

Nawigacja.

Kolejny dzień – Marsaxlokk

Wstęp

One Response so far

Ale dobrze ,że trafiłem na Twoją strone, wiecznie zastanawiałem się czy jechać na Malte i miałem dylematy, Twoje zdjęcia i opis rozwiał wszytko . na pewno wybiore się na Malte, wygląda przepięknie. Ciekawe kadry wyszły.
{pozdrawiam>

Skomentuj wpis