czyli moje wycieczki i ulubione miejsca okraszone zdjęciami.

sty

6

Dolina Białego – 2008.01.06

Autor: Marian Maroszek

Z rana rzut oka za okno. Lipa, chmury, nawet Giewontu nie widać. Mimo wszystko postanawiamy się ruszyć z domu. Obieramy cel – Dolina Białego. Taka rozgrzewka przed większym chodzeniem. Pierwotnie plan zakładał, że przejdziemy przez Czerwoną Przełęcz (1301m) do Doliny Strążyskiej, ale GÓRY zweryfikowały nasze zapędy. Od rana kropił deszcz. Ludzie, styczeń, a w Zakopanem temperatura 4 st. C… Cóż, nie zawsze się utrafi pogodę. Łapiemy busa, jedziemy pod rondo Kuźnickie (czyli Solidarności), stamtąd obok Krokwi dochodzimy do wylotu doliny. Nadal kropi, ale im wyżej się wspinamy, tym bardziej deszcz oddaje pola śniegowi. Super. Oczywiście nic wokół nie widać, ale dolinka jest tak urokliwa, że cieszymy się nawet i tym.



Dolina Białego
Dolina Białego

Zaśnieżona droga w Dolinie Białego.

Po pewnym czasie pada już tylko śnieg, wszystko pokrywa się świeżą pierzynką, my brniemy coraz wyżej. Przed samą przełęczą okazuje się, że Halny to nie plotka. Na samej górze omal głowy nie urwie. Staramy się zejść do Doliny Strążyskiej, jednak rezygnujemy, bo wiatr jest bardzo silny, a sama droga mocno oblodzona. Niepocieszeni wracamy tą samą drogą. Góry pokazały, kto tu rządzi. Zejście właściwie bez przygód, dość mozolne. Co ciekawe, wystarczyło raptem kilkanaście minut, aby zasypać nasze ślady z wejścia.

Dolina Białego
Dolina Białego

Koryto Białego Potoku.

Ostro padało. Po niewielkich perypetiach docieramy do domu. Trasa niby niezbyt długa, jednak dała się we znaki, chyba głównie z powodu dość ciężkich warunków pogodowych. Co ciekawe, po dojściu do centrum Zakopanego, z mgieł wyłonił się Giewont i inne leżące za nim szczyty. Nie na długo, ale zawsze. Może jutro będzie lepiej? Zobaczymy. Zdjęć nie za wiele: warunki mało interesujące, światło mało interesujące. Złej baletnicy…

Nawigacja.

Kolejny dzień – Dolina Kościeliska

Wstęp

Skomentuj wpis