czyli moje wycieczki i ulubione miejsca okraszone zdjęciami.

Lip

29

Conwy – Llandudno – 2007.07.29

Autor: Marian Maroszek

Plan tego wyjazdu zrodził się w przeciągu 2 sekund: szwagier zaraz po obudzeniu stwierdził: „Raz się żyje – jedziemy do Walii”. I pojechaliśmy.

Droga dość długa, ale po autostradzie mknie się dość przyjemnie. Mały ruch, porządna nawierzchnia. Najpierw M6, dalej M56, później nieco klucząc różnymi dróżkami. W pewnym momencie mijamy tabliczkę Welcome to Wales i krew krąży szybciej. Świat staje się dwujęzyczny, gdyż tutaj używa się zarówno języka walijskiego, jak i angielskiego (co widać na przydrożnych tablicach – wszystkie mają podwójne komunikaty, na tych „górnych” język łamie się niemiłosiernie). Znów teren staje się pagórkowaty, co jakiś czas na zboczach widać zameczek. W pewnym momencie po prawej stronie widać morze! To nasza pierwsza wizyta nad Morzem Irlandzkim. Jeszcze kilkanaście minut i dojeżdżamy do Conwy, pokonujemy most na rzece o tej samej nazwie. Zamek widać z daleka, nie da się go nie zauważyć. Uważany jest za jeden z najbardziej imponujących zamków w Walii i nie ma się czemu dziwić: 8 wież w połączeniu z wysokimi murami musi robić wrażenie.



Forteca została wzniesiona stosunkowo szybko: budowa trwała od 1283 do 1289 roku. Projektantem był nie kto inny tylko sam Jakub od Św. Jerzego (James of St. George), który to zaprojektował wiele innych zamków powstałych za czasów panowania Edwarda I (m.in. Harlech i Caernarfon).

Zostawiamy samochód na podzamkowym parkingu i ruszamy na podbój miasta. Natychmiast kierujemy się do zamkowego wejścia i kupujemy bilety. Szybko wdrapujemy się na platformę przed bramą, wokół coraz ładniejsze widoki. Mijamy bramę – jesteśmy zachwyceni. Mimo dość sporej ilości turystów czujemy niesamowitą atmosferę tego miejsca. Wdrapujemy się na kolejne wieże, z każdej świat wygląda nieco odmiennie. Penetrujemy wszystkie zakamarki, wszystkie poziomy, zaglądamy w każde okienko. Otoczenie zamczyska stanowią zielone pagórki i rzeka, co tylko potęguje wrażenia. Pobliski krajobraz jest tak urokliwy, że najchętniej zostalibyśmy na którejś z baszt.

Conwy
Conwy Castle

Conwy - zamek i rzeka o tej samej nazwie

Widoki z murów zamku Conwy.

Niestety czas nas goni, więc z żalem opuszczamy mury i udajemy się na penetrację miasteczka. I tu kolejny powód, dla którego warto odwiedzić Conwy: praktycznie całe miasto otoczone jest murem obronnym, dodatkowo spora część tegoż muru udostępniona jest turystom. Krótko mówiąc – spacer wokół miasta po murach to obowiązkowy punkt programu. Naprawdę warto nieco się pomęczyć na tych kamieniach, widoki wynagrodzą wszystko. Za murami pagórki, zaś w ich objęciach wąskie uliczki i domki, w oddali imponująca bryła zamku. Coś pięknego.

Conwy - mury obronne
Conwy - mury obronne

Widoki z murów otaczających miasto.

Ostatecznie schodzimy z murów i zaczynamy przechadzać się uliczkami miasta. Jest wąsko i tłoczno, cóż, takie uroki atrakcji turystycznej. Zahaczamy o kościół St Mary’s, niestety jest zamknięty. Prowadzą do niego alejki otoczone wysokimi żywopłotami.

Alejka prowadząca do kościoła St Mary's

Alejka prowadząca do kościoła St Mary’s.

Wychodzimy na brzeg rzeki. Setki jachtów kołyszą się na spokojnych dziś wodach, łodzie pełne turystów płyną to w jedną to w drugą stronę. Można tu zobaczyć najmniejszy dom w Wielkiej Brytanii, czerwoną chałupkę wciśniętą jakby na siłę w mury.

Łodzie na Rzece Conwy

Łodzie na Rzece Conwy.

Postanawiamy przejść się wzdłuż brzegu uliczką Marine Walk. Wzdłuż niej rosną drzewa o dziwacznych kształtach, co jakiś czas stoją ławeczki, na których można spocząć, przed oczyma mając rzekę Conwy. Zataczamy pętlę i znów wchodzimy między mury, zmierzamy na parking, a ponieważ czasu wciąż sporo, to postanawiamy jeszcze gdzieś się zatrzymać. W głowie utkwiło mi coś o długim molo, ale nie miałem pojęcia, w jakiej miejscowości może się ono znajdować. Jak się okazało, tą miejscowością było…

Llandudno. Rzut beretem od Conwy, po drugiej stronie rzeki. Podobno największy kurort w Walii. Mkniemy uradowani, że dzień się jeszcze nie kończy. Po kilku minutach dojeżdżamy, miejsce parkingowe znajdujemy nad samym morzem, kilka metrów od mola, dzięki któremu tu jesteśmy.

Llandudno - Marine Drive

Widok na Marine Drive.

Już z drogi dojazdowej ujrzeliśmy jakiś wyciąg, który wwozi ludzi na górę wzniesienia, u stóp którego Llandudno leży. Oczywiście mamy szczęście – znajdujemy się tuż przy dolnej stacji tego wyciągu. Czym prędzej tam biegniemy, jednak pani sprzedające bilety tłumaczy nam, że owszem, mogą nas tam wwieźć, jednak kursy powrotne są już zarezerwowane. Trudno, raz kozie śmierć, jedziemy. Wsiadamy w chybocący się wagonik, chwila niepewności, i już „płyniemy” ponad stokami Great Orme’s Head (207m). Wycieczka trwa kilka minut, widoki stają się przecudne. Jeszcze chwila i jesteśmy na górze.

Llandudno

Takie widoki mamy okazję podziwiać jadąc kolejką ponad Great Orme’s Head.

Panorama z Great Orme's Head

Panorama z Great Orme’s Head.

Rzeka Conwy

Ujście rzeki Conwy.

Llandudno - Great Orme's Head

Typowy walijski widok – góry, morze i owce.

Nie będę ukrywał, że to właśnie to miejsce zapisało się w naszych pamięciach najwspanialej. Siedzieliśmy na szczycie kilkadziesiąt minut wpatrując się w dal. Nie chciało się znudzić. To chyba właśnie prawdziwa Walia: z jednej strony morze, z drugiej góry, absolutnie cudowne połączenie. Jak się na szczycie okazało, na górkę można spokojnie wejść piechotą, ale że nie mamy żadnej porządnej mapy, to o tym nie wiedzieliśmy. Drogę powrotną jednak postanowiliśmy przebyć per pedes. Oczywiście było warto: na dół prowadzi szlak (słabo jednak oznaczony), a do tego masa dróżek, które i tak ostatecznie wyprowadzą nas tam, gdzie trzeba. Gdzieniegdzie ustawione są ławeczki. Zejście jest łatwe, nawet bez górskich butów można spokojnie z niego skorzystać.

Llandudno
Zejście z Great Orme's Head. W dali molo w Llandudno i Little Orme's Head

Zejście z Great Orme’s Head, w oddali molo.

Ostatecznie schodzimy z powrotem do miasteczka i udajemy się na molo. Rzeczywiście jest długie. Zgodnie z informacjami, które znalazłem, część wychodząca w morze ma 376m, zaś wliczając w to promenadę od Grand Hotel’u – blisko 700m. Znajdziemy tam sklepiki z muszelkami, wesołe miasteczko, a nawet toalety. Doskonale widać z niego rząd hoteli ustawionych wzdłuż The Parade.

Llandudno
Molo w Llandudno i ulica The Parade.

Molo w Llandudno i ulica The Parade.

Molo było ostatnim punktem dzisiejszej wycieczki, szkoda, że nie mogliśmy spędzić w Llandudno więcej czasu, miasteczko ma w sobie coś magicznego. Ostatecznie to właśnie tu (zgodnie z nieprawdziwą legendą) Lewis Carroll opowiadał bajki małej Alicji Liddle. Wcale bym się nie zdziwił.

Nawigacja.

Kolejny dzień – Powis Castle – Aberystwyth

Wstęp
Podsumowanie

5 komentarzy

SUPER ….bardzo piéknie wykonane zdjecie i świetne,jasne opisy:) No i już wiem gdzie na wycieczkę w weekend się udamy:) dzięki pozdrawiam.

Szczerze polecam, miejsce jest ogromnie klimatyczne, i to zarówno sam zamek, jak i miasteczko. Jakbym miał więcej czasu, to rzuciłbym się jeszcze na okoliczne pagórki – panorama zamku, wzgórz i rzeki z pewnego oddalenia musi powalać. Miłego wypoczynku.

Ładny opis! Mieszkałem w LLandudno! Poza opisanymi przez Ciebie istnieją w pobliżu inne piękne miejsca! Na przykład Snowdonia! Warto tam wracać! Pozdrawiam!

Dzięki za miłe słowa. Snowdonia była w planach, ale czasowo nie dało rady. Może kiedyś…

Witam….zwiedzalam Llandudno w nowy rok tego roku bajka mimo stycznia zielen niesamowita pozdrawiam

Skomentuj wpis